JOY DIVISION
"Don' t walk away... in silence..."
JOY DIVISION
Pierwsza strona o Joy Division po polsku - w sieci od 1998 roku!
Joy Division Paris 1979

Rok 1977... Muzyczna rewolucja, która obiegała całą Wielką Brytanię, począwszy od Londynu, rozprzestrzeniła się także na angielskiej prowincji.
Pewnego wieczoru w Manchesterze, podczas koncertu Sex Pistols, wśród nieprzebranych ciekawskich tłumów z całego miasta, obecnych było dwóch przyjaciół ze szkolnej ławy - dwudziestoparolatkowie Bernard Sumner i Peter Hook oraz ich kolega w podobnym wieku - Ian Curtis ze swoją niedawno poślubioną żoną Deborah.
Obaj młodzi ludzie, na codzień robotnicy, pragnęli wyrwać się z getta pracy od dziewiątej rano do piątej po południu przez większość dni tygodnia - odnaleźć możliwość jakiejś wewnętrznej ucieczki, by nie zwariować w industrialnym piekle ich rodzinnego miasta.
Koncert Pistolsów stanowił taki bodziec, iż postanowili założyć zespół punk rockowy. Ian Curtis, człowiek względnie wykształcony i oczytany, na codzień urzędnik państwowy - także marzył o podobnej karierze, pisząc coraz to nowe wiersze, które wkrótce miały stać się tekstami piosenek.
Nikt z przyszłych adeptów sztuki nie grał na jakimkolwiek instrumencie, lecz po pierwszych próbach wiadomo było, iż gitarzystą zostanie Bernard Sumner. Znany zaś ze swojej porywczości i siły Peter Hook - chwyci za bas. Ian Curtis objął posadę wokalisty. Po dłuższych poszukiwaniach perkusisty oraz wyrzuceniu kilku niedoszłych kandydatów, cała trójka przypomniała sobie o młodym bezrobotnym - Steve Morris' ie i postanowiła zatrudnić go w tym właśnie charakterze.
Ustalając nazwę dla swojego przedsięwzięcia, wybór padł na Warsaw, gdyż kojarzyła im się z "Warszawą" Davida Bowie' ego z albumu "Low". W ten sposób właśnie wystartowali - grając masę szalonych i ostrych koncertów, opartych o własne piosenki, pomimo wielkich niedostatków w warsztacie. Wówczas ich publiczność miała nierzadko okazję posmakować twardych pięści i kopniaków Petera Hooka lub z przerażeniem podziwiać Iana Curtisa tarzającego się maniakalnie w odłamkach szkła, które wcześniej rozbijał na scenie i poza nią.
Aby uniknąć konfliktu z metalowym londyńskim zespołem The Warsaw Pakt, nasi bohaterowie postanowili zmienić nazwę na Joy Division, pod którą wkrótce zapisali się na zawsze w historii muzyki.
Mianem "Dywizji Radości" (ang. joy division) określano w czasie II wojny kobiety, zmuszane w obozach koncentracyjnych do prostytytuowania się z hitlerowskimi oficerami. Członkowie Joy Division (a zwłaszcza Ian) bardzo interesowali się historią oraz filozofią. Wielki wpływ wywarł na Curtisie Nietzsche, czy Sartre lub Camus oraz dorobek antyku i na tej podstawie budował obraz otaczającego go świata.
Równie wielkie zainteresowanie (oraz instynktowny strach) wzbudzał we wszystkich surowy, minimalistyczny nazikunst. Była to sztuka tworzona w czasie II wojny przez nazistów (plakaty propagandowe, odznaczenia, etc.), którą charakteryzowała monumentalność, symboliczność, jak też nawiązania do formy starożytnej.
Młodych ludzi, którzy wyrośli w robotniczych dzielnicach wielkiego przemysłowego miasta, pociągało coś, czym mogli szokować. Jednakże pomimo tego, że z hitlerowską ideologią nie byli związani, pod ich adresem padały bezpodstawne oskarżenia o promowanie nazizmu, rzucane przez nieuczciwą konkurencję, której widocznie przeszkadzała w ogóle działalność zespołu, a także typowo brytyjskie, konserwatywne preferencje polityczne Iana Curtisa.
Aby upamiętnić swoją pierwszą nazwę, rok 1978 przywitano EPką pod tytułem "The Warsaw Demo", a w jakiś czas później ukazał się "An Ideal For Living", który wywołał wiele kontrowersji - chociażby ze względu na okładkę z wizerunkiem chłopca z Hitlerjugend grającego na bębnie. To przyciągnęło jednakże jeszcze więcej fanów, będących, tak jak członkowie Joy Division, młodymi ludźmi poszukującymi swojej drogi życiowej wśród wszystkiego, czym mogli ukazać starszym pokoleniom Brytyjczyków upadek wszelkich wartości oraz narastający kryzys społeczno - ekonomiczny końca lat '70.
Pomimo coraz większych sukcesów, zespół nie działał jednakże bezkonfliktowo - gdyż w pewnym momencie Ian Curtis zapragnął zatrudnić drugiego gitarzystę i tym samym pozbyć się Bernarda Sumnera, uważając iż jest zbyt słabym muzykiem. Po strasznej awanturze, jaka miała miejsce, ustalono że niezwykła i niespotykana gra Petera Hooka na basie zostanie wyeksponowana wraz z bębnami Steve Morrisa na pierwszy plan - zaś gitarę Bernarda Sumnera trzeba cofnąć w tło.

Oprócz licznych koncertów, niemniej burzliwych aniżeli w początku kariery, zespół zaczął prezentować się w radio i telewizji. Wszystko dzięki zabiegom managera, Roba Grettona - oraz wyczynom poszczególnych muzyków - od proszenia, aż do grożenia śmiercią przedstawicielom mass mediów. W pewnym momencie doszło nawet do spotkania z legendarnym Johnem Peel' em, u którego dokonano dwóch sesji nagraniowych.
W 1978 roku zainteresował się nimi Martin Hannet, nierzadko postrzegany jako piąty członek w składzie, z uwagi na swoje wielkie zaangażowanie. Cały charakterystyczny szlif produkcyjny zespół zawdzięcza wyłącznie jemu.
Odtąd też szybkie, ostre, niezbyt dobrze zagrane, punkowe piosenki z początkowego okresu istnienia, ustąpiły miejsca zupełnie innej muzyce, a całości dopełniały niebanalne teksty warte zastanowienia. Joy Division często spędzali w studio całe noce lub weekendy i dni wolne od codziennej ciężkiej pracy, aby lepiej poznać proces nagrań i produkcji oraz poprawić swoje umiejętności techniczne.
W końcu, w roku 1979 firma Factory Records wydała wreszcie album "Unknown Pleasures", który zebrał bardzo dobre recenzje wśród znawców i sprzedał się w dosyć dużej liczbie. Również w 1979 żona Iana Curtisa urodziła mu córkę - Natalie.
Dobry nastrój członków Joy Division, które po okresie kpin oraz wyśmiewania z uwagi na robotnicze pochodzenie, dokonywanego przez inne zespoły, złożone z zawistnych i dobrze sytuowanych paniczy, odnosiło coraz większe sukcesy - przerwała nagła, gwałtownie pogłębiająca się choroba Iana Curtisa - epilepsja. Do ataków dochodziło co gorsza również podczas koncertów.
Po dzień dzisiejszy wielką zagadką pozostaje to, czemu Ian zaczął nagle chorować. Niektórzy mówią, iż był zdolny do niesamowitej empatii, a przez to był zbyt wrażliwy na otaczający go świat i zdawał się przez to podzielać cierpienia całej ludzkości. Jak jednak było w rzeczywistości- wiedział to tylko sam Ian Curtis, który wnet zabrał do grobu swoją tajemnicę.
Joy Division odbyło na przełomie 1979 i 1980 roku długą trasę po Europie, promując nagrania przygotowywane na nowy album, jak też starszy dorobek. Na ogół spotykali się z entuzjastyczną reakcją publiczności - zwłaszcza niemieccy punkowie zgotowali im gorące przyjęcie. Podobnie potraktowano ich we Francji, Holandii i Belgii, gdzie pokazali się w najlepszej koncertowej formie. Muzycy zespołu, na codzień skromni robotnicy, nie potrafili zachowywać się jak gwiazdy (oprócz Iana) - lecz na scenie posiadali również, bez żadnego aktorstwa - olbrzymią charyzmę.
Pomimo bardzo delikatnego stanu zdrowia wokalisty, którego cała trasa dodatkowo osłabiła - w roku 1980 zabrano się za nagrania do drugiego albumu, który miał się okazać ostatnim dla Joy Division.
"Closer", będący rozpaczliwym wołaniem Iana o pomoc oraz jednoczesnym pragnieniem jak najszybszej śmierci, to płyta bardzo ponura, pozbawiona wszelkiej nadziei. Wcześniejsze nagrania, nawet te najbardziej mroczne, wydają się brzmieć niewinnie w porównaniu z nowymi kompozycjami. Martin Hannet, oswojony już z nową formą sztuki, stonował brzmienie, czyniąc je znacznie dojrzalszym, a na dodatek namówił zespół do częstszego i bardziej wyrazistego stosowania syntezatora, używanego wcześniej wyłącznie minimalnie. Całość albumu pozostaje jednakże nadal niesamowicie surowa i pozornie chłodna.
2 maja 1980 Joy Division dało ostatni koncert na Uniwersytecie w Birmingham, jako finał swoich europejskich występów. Zagrali sprawnie, z wielkim uczuciem i agresją, pomimo pewnych niedostatków w nagłośnieniu.
18 maja 1980 natomiast, zaledwie na dwa dni przed planowaną amerykańska trasą koncertową, Ian Curtis odwiedził swój dom przy ulicy Barton St. 77. Przez całą noc pił i oglądał film "Stroszek" Wernera Herzoga - jednego ze swych ulubionych reżyserów. Następnie włączył piosenkę "Idiot" Iggy Popa i w tej scenerii sięgnął po sznur od suszarki, na którym powiesił się. W chwili śmierci miał niespełna 23 lata. Tak oto zakończyła się historia jednego z największych artystów XX wieku oraz wielce tajemniczego, kontrowersyjnego, a zarazem niezwykle ciekawego zespołu rockowego.
W roku 1981, pozostali członkowie postanowili upamiętnić śmierć swojego lidera za pomocą albumu "Still" zawierającego, oprócz piosenek z okresu wczesnej działalności Joy Division, także zapis ich słynnego, bo ostatniego koncertu.
Rok 1988 przyniósł składankę "Substance z utworami dostępnymi wcześniej wyłącznie jako single lub dema, a 1995 - "Permanent", będący przekrojem przez całą twórczość (zawierający dodatkowo niepublikowane wersje największych hitów, w tym słynnego singla "Love Will Tear Us Apart"). W roku 1997 ukazał się za to zestaw 4 CD, zatytułowany "Heart And Soul" z większością studyjnych, koncertowych oraz niepublikowanych wcześniej nagrań.
Warto zwrócić uwagę również na "Les Baines Douches" (przekrój przez najlepsze i najostrzejsze koncerty w Europie z 1979 i 1980 roku) oraz "Warsaw" (jak sama nazwa wskazuje - są to najwcześniejsze nagrania grupy), a także The Complete BBC Recordings (bardzo ciekawe wersje utworów, nagrane dla legendarnego Johna Peel'a) i "Preston" - koncert z 1980 roku najbardziej znany z powodu awarii nagłośnienia. Te właśnie płyty skompletowali oraz wyprodukowali kolekcjonerzy bootlegów, będący wielkimi fanami Joy Division.


Autor tego artykułu miał okazję spotkać się z twórczością Joy Division już dosyć dawno - koniec lat '80, początek '90. Jeden z albumów był "od zawsze" w domu, nagrany na gustownej kasecie marki Stilon Gorzów - oprócz dwóch innych winyli... Muzyki tej słuchałem głównie po to, aby bardziej wyróżnić się spośród rówieśników - lecz z dnia na dzień ta forma sztuki wciągała mnie coraz bardziej... Pasowało to zresztą do ogólnej sytuacji w owych latach, gdy po dniach pozornego "przełomu" - zamiast oczekiwanego wszechobecnego dobrobytu - fabryki pustoszały i popadały w ruinę, a coraz więcej ludzi traciło pracę, zaś mało kto wokół posiadał jakąkolwiek nadzieję na lepsze jutro.
Sama muzyka była dla mnie sporym zaskoczeniem, ale jednocześnie dlatego stała się tak atrakcyjna. Zwłaszcza silny bas Petera Hooka, mechaniczne nabijanie rytmu Steve Morrisa i towarzyszący im niesamowity, pozornie chłodny, a jednocześnie zawierający olbrzymią dawkę uczucia głos Iana Curtisa wywierały olbrzymie wrażenie.
Nie przypominało mi to punk rocka w wykonaniu innych zespołów, których wówczas słuchałem, a byli to chociażby Ramones, Siekiera, Buzzcocks, X - Rays Spex lub The Damned, czy Iggy Pop.
Okazało się jednak, że Joy Division jest jak najbardziej punk rockiem, lecz w odróżnieniu od zwyczajnego rock and rolla, ta muzyka jest bardzo inteligentna.
Po kilku dalszych latach własnej egzystencji oraz kolejnych poszukiwań - dostałem "szkołę życia" z prawdziwego zdarzenia i... wróciłem do słuchania Joy Division. Teraz już znacznie lepiej potrafiłem zrozumieć wymowę piosenek Iana Curtisa, której wcześniej nie ogarniałem, a także pojmowałem lepiej ich muzykę. Do "Radosnej Dywizji" trzeba zwyczajnie dorosnąć w sensie osobowości! Joy Division bardzo szybko stała się tym zespołem, który cenię najbardziej. Słuchałem i słucham ich w chwilach radości oraz w chwilach smutku, jako dziecko, dorastający chłopak oraz dorosły człowiek. Słowem - towarzyszy mi właściwie zawsze i wszędzie.
Zresztą nawet jeśli stosowana przez Joy Division forma przekazu jest prosta, to zaskakuje tak, że można cały czas być wiernym fanem tej kapeli. Krótko mówiąc: surowość, szczerość inteligencja i piękno tym samym.
Ianem Curtisem targało wiele wewnętrznych przeżyć, by stać go było na poruszanie tak głębokich spraw ludzkiej natury oraz etyki w tekstach swoich piosenek. To rujnowało go jednocześnie fizycznie w szybkim tempie - a należy pamiętać, że w chwili śmierci miał tylko 23 lata. Twórczość Curtisa można interpretować na wiele sposobów - tak więc mogę stwierdzić śmiało, że poznałem Joy Division w bardzo małym procencie. Zespół wypracował przez kilka krótkich lat swojej działalności właśnie ten jedyny styl którym fascynują się po dziś dzień kolejne pokolenia wykonawców...

Zastanawiając się nad tym, kim był lider Joy Division i patrząc z drugiej strony na moje własne życie myślę również, że Curtis doszedł zbyt gwałtownie do pewnych prawd, na których opiera się świat. Ian miał okazję przeczytać książkę Karola Cetinsky' ego "House of Dolls" (ang. Dom Lalek) mówiącą o obozach koncentracyjnych oraz o nazistach i to zabiło go w bardzo szybkim tempie, gdyż zrozumiał mechanizmy psychologiczne, które kierują ludźmi zmuszając ich do czynienia zła. Nagle przestał być idealistą. Z drugiej strony świadczy to o słabości Curtisa, który powinien starać się przezwyciężyć własną depresję - żyć dalej oraz tym samym być o wiele mądrzejszym i silniejszym.

Na sam koniec należy dodać, że po śmierci swojego wokalisty, członkowie Joy Division założyli zespół NEW ORDER, który również zasłużył się bardzo dla muzyki rozrywkowej, wywołując ponownie wiele kontrowersji (chociażby samą swoją nazwą) - ale to już zupełnie inna historia.

Posłużyłem się, oprócz własnych wiadomości, materiałami pochodzącymi z książki "Przejmujący z Oddali" autorstwa Deborah Curtis, wyd. Iskry, Warszawa 1997.

Adam Pawłowski

Ian Curtis

Ian Curtis


Peter Hook

Peter Hook


Steve Morris

Steve Morris


Bernard Sumner

Bernard Sumner


Poezja Iana Curtisa
(Wskaż na wizerunek okładki
aby przeczytać teksty).

Unknown Pleasures
(1979)

Unknown Pleasures
Closer
(1980)

Closer
Still
(1981)

Still
Substance
(1988)

Substance
Tabulatury
(GOTHIC TAB ARCHIVE)


// wywolanie malego logo Do sklepu... // wywolanie duzego logo Do sklepu...