![]() Rok 1977... Muzyczna rewolucja, która obiegała całą Wielką Brytanię, począwszy od Londynu, rozprzestrzeniła się także na angielskiej prowincji. Pewnego wieczoru w Manchesterze, podczas koncertu Sex Pistols, wśród nieprzebranych ciekawskich tłumów z całego miasta, obecnych było dwóch przyjaciół ze szkolnej ławy - dwudziestoparolatkowie Bernard Sumner i Peter Hook oraz ich kolega w podobnym wieku - Ian Curtis ze swoją niedawno poślubioną żoną Deborah. Obaj młodzi ludzie, na codzień robotnicy, pragnęli wyrwać się z getta pracy od dziewiątej rano do piątej po południu przez większość dni tygodnia - odnaleźć możliwość jakiejś wewnętrznej ucieczki, by nie zwariować w industrialnym piekle ich rodzinnego miasta. Koncert Pistolsów stanowił taki bodziec, iż postanowili założyć zespół punk rockowy. Ian Curtis, człowiek względnie wykształcony i oczytany, na codzień urzędnik państwowy - także marzył o podobnej karierze, pisząc coraz to nowe wiersze, które wkrótce miały stać się tekstami piosenek. Nikt z przyszłych adeptów sztuki nie grał na jakimkolwiek instrumencie, lecz po pierwszych próbach wiadomo było, iż gitarzystą zostanie Bernard Sumner. Znany zaś ze swojej porywczości i siły Peter Hook - chwyci za bas. Ian Curtis objął posadę wokalisty. Po dłuższych poszukiwaniach perkusisty oraz wyrzuceniu kilku niedoszłych kandydatów, cała trójka przypomniała sobie o młodym bezrobotnym - Steve Morris' ie i postanowiła zatrudnić go w tym właśnie charakterze. Ustalając nazwę dla swojego przedsięwzięcia, wybór padł na Warsaw, gdyż kojarzyła im się z "Warszawą" Davida Bowie' ego z albumu "Low". W ten sposób właśnie wystartowali - grając masę szalonych i ostrych koncertów, opartych o własne piosenki, pomimo wielkich niedostatków w warsztacie. Wówczas ich publiczność miała nierzadko okazję posmakować twardych pięści i kopniaków Petera Hooka lub z przerażeniem podziwiać Iana Curtisa tarzającego się maniakalnie w odłamkach szkła, które wcześniej rozbijał na scenie i poza nią. Aby uniknąć konfliktu z metalowym londyńskim zespołem The Warsaw Pakt, nasi bohaterowie postanowili zmienić nazwę na Joy Division, pod którą wkrótce zapisali się na zawsze w historii muzyki. Mianem "Dywizji Radości" (ang. joy division) określano w czasie II wojny kobiety, zmuszane w obozach koncentracyjnych do prostytytuowania się z hitlerowskimi oficerami. Członkowie Joy Division (a zwłaszcza Ian) bardzo interesowali się historią oraz filozofią. Wielki wpływ wywarł na Curtisie Nietzsche, czy Sartre lub Camus oraz dorobek antyku i na tej podstawie budował obraz otaczającego go świata. Równie wielkie zainteresowanie (oraz instynktowny strach) wzbudzał we wszystkich surowy, minimalistyczny nazikunst. Była to sztuka tworzona w czasie II wojny przez nazistów (plakaty propagandowe, odznaczenia, etc.), którą charakteryzowała monumentalność, symboliczność, jak też nawiązania do formy starożytnej. Młodych ludzi, którzy wyrośli w robotniczych dzielnicach wielkiego przemysłowego miasta, pociągało coś, czym mogli szokować. Jednakże pomimo tego, że z hitlerowską ideologią nie byli związani, pod ich adresem padały bezpodstawne oskarżenia o promowanie nazizmu, rzucane przez nieuczciwą konkurencję, której widocznie przeszkadzała w ogóle działalność zespołu, a także typowo brytyjskie, konserwatywne preferencje polityczne Iana Curtisa. Aby upamiętnić swoją pierwszą nazwę, rok 1978 przywitano EPką pod tytułem "The Warsaw Demo", a w jakiś czas później ukazał się "An Ideal For Living", który wywołał wiele kontrowersji - chociażby ze względu na okładkę z wizerunkiem chłopca z Hitlerjugend grającego na bębnie. To przyciągnęło jednakże jeszcze więcej fanów, będących, tak jak członkowie Joy Division, młodymi ludźmi poszukującymi swojej drogi życiowej wśród wszystkiego, czym mogli ukazać starszym pokoleniom Brytyjczyków upadek wszelkich wartości oraz narastający kryzys społeczno - ekonomiczny końca lat '70. Pomimo coraz większych sukcesów, zespół nie działał jednakże bezkonfliktowo - gdyż w pewnym momencie Ian Curtis zapragnął zatrudnić drugiego gitarzystę i tym samym pozbyć się Bernarda Sumnera, uważając iż jest zbyt słabym muzykiem. Po strasznej awanturze, jaka miała miejsce, ustalono że niezwykła i niespotykana gra Petera Hooka na basie zostanie wyeksponowana wraz z bębnami Steve Morrisa na pierwszy plan - zaś gitarę Bernarda Sumnera trzeba cofnąć w tło.
Oprócz licznych koncertów, niemniej burzliwych aniżeli w początku kariery, zespół zaczął prezentować się w radio i telewizji. Wszystko dzięki zabiegom managera, Roba Grettona - oraz wyczynom poszczególnych muzyków - od proszenia, aż do grożenia śmiercią przedstawicielom mass mediów. W pewnym momencie doszło nawet do spotkania z legendarnym Johnem Peel' em, u którego dokonano dwóch sesji nagraniowych.
Autor tego artykułu miał okazję spotkać się z twórczością Joy Division już dosyć dawno - koniec lat '80, początek '90. Jeden z albumów był "od zawsze" w domu, nagrany na gustownej kasecie marki Stilon Gorzów - oprócz dwóch innych winyli... Muzyki tej słuchałem głównie po to, aby bardziej wyróżnić się spośród rówieśników - lecz z dnia na dzień ta forma sztuki wciągała mnie coraz bardziej... Pasowało to zresztą do ogólnej sytuacji w owych latach, gdy po dniach pozornego "przełomu" - zamiast oczekiwanego wszechobecnego dobrobytu - fabryki pustoszały i popadały w ruinę, a coraz więcej ludzi traciło pracę, zaś mało kto wokół posiadał jakąkolwiek nadzieję na lepsze jutro. Sama muzyka była dla mnie sporym zaskoczeniem, ale jednocześnie dlatego stała się tak atrakcyjna. Zwłaszcza silny bas Petera Hooka, mechaniczne nabijanie rytmu Steve Morrisa i towarzyszący im niesamowity, pozornie chłodny, a jednocześnie zawierający olbrzymią dawkę uczucia głos Iana Curtisa wywierały olbrzymie wrażenie. Nie przypominało mi to punk rocka w wykonaniu innych zespołów, których wówczas słuchałem, a byli to chociażby Ramones, Siekiera, Buzzcocks, X - Rays Spex lub The Damned, czy Iggy Pop. Okazało się jednak, że Joy Division jest jak najbardziej punk rockiem, lecz w odróżnieniu od zwyczajnego rock and rolla, ta muzyka jest bardzo inteligentna. Po kilku dalszych latach własnej egzystencji oraz kolejnych poszukiwań - dostałem "szkołę życia" z prawdziwego zdarzenia i... wróciłem do słuchania Joy Division. Teraz już znacznie lepiej potrafiłem zrozumieć wymowę piosenek Iana Curtisa, której wcześniej nie ogarniałem, a także pojmowałem lepiej ich muzykę. Do "Radosnej Dywizji" trzeba zwyczajnie dorosnąć w sensie osobowości! Joy Division bardzo szybko stała się tym zespołem, który cenię najbardziej. Słuchałem i słucham ich w chwilach radości oraz w chwilach smutku, jako dziecko, dorastający chłopak oraz dorosły człowiek. Słowem - towarzyszy mi właściwie zawsze i wszędzie. Zresztą nawet jeśli stosowana przez Joy Division forma przekazu jest prosta, to zaskakuje tak, że można cały czas być wiernym fanem tej kapeli. Krótko mówiąc: surowość, szczerość inteligencja i piękno tym samym. Ianem Curtisem targało wiele wewnętrznych przeżyć, by stać go było na poruszanie tak głębokich spraw ludzkiej natury oraz etyki w tekstach swoich piosenek. To rujnowało go jednocześnie fizycznie w szybkim tempie - a należy pamiętać, że w chwili śmierci miał tylko 23 lata. Twórczość Curtisa można interpretować na wiele sposobów - tak więc mogę stwierdzić śmiało, że poznałem Joy Division w bardzo małym procencie. Zespół wypracował przez kilka krótkich lat swojej działalności właśnie ten jedyny styl którym fascynują się po dziś dzień kolejne pokolenia wykonawców... Zastanawiając się nad tym, kim był lider Joy Division i patrząc z drugiej strony na moje własne życie myślę również, że Curtis doszedł zbyt gwałtownie do pewnych prawd, na których opiera się świat. Ian miał okazję przeczytać książkę Karola Cetinsky' ego "House of Dolls" (ang. Dom Lalek) mówiącą o obozach koncentracyjnych oraz o nazistach i to zabiło go w bardzo szybkim tempie, gdyż zrozumiał mechanizmy psychologiczne, które kierują ludźmi zmuszając ich do czynienia zła. Nagle przestał być idealistą. Z drugiej strony świadczy to o słabości Curtisa, który powinien starać się przezwyciężyć własną depresję - żyć dalej oraz tym samym być o wiele mądrzejszym i silniejszym. Na sam koniec należy dodać, że po śmierci swojego wokalisty, członkowie Joy Division założyli zespół NEW ORDER, który również zasłużył się bardzo dla muzyki rozrywkowej, wywołując ponownie wiele kontrowersji (chociażby samą swoją nazwą) - ale to już zupełnie inna historia. Posłużyłem się, oprócz własnych wiadomości, materiałami pochodzącymi z książki "Przejmujący z Oddali" autorstwa Deborah Curtis, wyd. Iskry, Warszawa 1997. |
Ian Curtis
Peter Hook
Steve Morris
Bernard Sumner
(Wskaż na wizerunek okładki aby przeczytać teksty). Unknown Pleasures (1979)
Closer (1980)
Still (1981)
Substance (1988)
Tabulatury (GOTHIC TAB ARCHIVE) |