XVII Zlot PRPI Uniejów 2003

Dla nas zlot zaczął się już 28 sierpnia, przy lejącym się z nieba żywym ogniu i ledwie trzech (oprócz nas) żywych duszach. My, pierwszy raz w życiu mieliśmy się przekonać jak to jest mieszkać w tipi, czy też raczej najpierw, rozłożyć tipi tak, żeby stało... Jakie tam z resztą tipi.... tipko raczej, sądząc z rozmiaru. Nasze tipi w dzień... ... i nocą
Postanowiliśmy je jednak rozłożyć natychmiast po otrzymaniu tyczek, z powodu zaś przechodzącego nad nami frontu burzowego, w akcie desperacji rozbijaliśmy się w nocy, w dodatku przy jednej świeczce... Warto by chyba na koniec zaznaczyć, że jednak stanęło.

Nasze tipi  >

Panorama zlotu od strony rzeki W następnych dniach wraz z poprawą pogody, przybywało coraz więcej ludzi, a kolejne tipi wyrastały obok siebie niczym grzyby po deszczu, tworząc imponujących rozmiarów krąg. Wrażenie indiańskiego święta spotęgował tylko fakt wybudowania wewnątrz kręgu areny do tańca i rozpalenie świętego ognia w jego centrum.
Sam zlot jako taki wyróżniał się pod kilkoma względami, z czego do najważniejszych należałoby zaliczyć, pierwsze, prawdziwe Pow-Wow i generalne nastawienie imprezy na tańce.  Pow Wow
Jeśli chodzi o nas, zgadzamy się z potrzebą tańca, jednakże nie do końca odpowiadała nam jego zamerykanizowana atmosfera, tak bardzo ideologicznie odległa od staroindiańskich tradycji. Każde z nas rozumie oczywiście, że czasów sprzed kolonizacji nic już nie wskrzesi i może sami Indianie dziś już tego nie pragną, łza się jednak w oku kręci na myśl o czasach, które już nigdy nie wrócą....
kilka ujęć... Ostatnie oficjalne Pow-Wow, takie z turystami, kamerami, handlem i komercją (do której każdy z nas po trosze musi się przyznać) odbyło się czwartego dnia zlotu. Następny poranek powitał nas już radosną ciszą i spokojem i pozwolił bez przeszkód zająć się innymi sprawami. Pierwszą z nich był komunikat o tym, że "nic się nie będzie działo" obwieszczony z całą powagą przez obwoływacza, kolejną: mecz piłki kurzowej (odpowiednik piłki błotnej z poprzedniego zlotu, z tym że w warunkach skrajnie odmiennych) i w dzień, czy dwa później, gra w bizonie jądra.
... z gry... .... w bizonie jądra...
Były też długie rozmowy, niezapomniane wieczory, zasypianie przy dźwiękach bębnów, chrząszcze w warkoczach, pieczona kukurydza spadające gwiazdy i przede wszystkim... ludzie, wszyscy ci, dzięki którym kolejny zlot stał się dla nas niezapomniany...
Na sam koniec warto by jeszcze dodać serdeczne podziękowania tym wszystkim mniej lub bardziej bezimiennym osobom, które nie wahały się pomóc żółtodziobom dobrą radą a czasem także silnym ramieniem, czy dodatkową menażką.

Pozostałe zdjęcia

My, podczas Pow Wow Druga odsłona Pierwszy raz... ...Odważyłam się zatańczyć My... My...
Ja... Ja... Robert w tańcu Ja w tańcu Nasza 'orkiestra' Rozpoczęcie Pow Wow Wejście flag ...Do hymnu!
'Poczet sztandarowy' Chwila oddechu Flagi 'od kuchni' 'bazar' Tancerze trawy pow wow pow wow pow wow
pow wow pose02.jpg (99946 bytes) pow wow pow wow pow wow pow wow Po lewej -> Tancerka jingle pow wow
Po lewej -> 'szaman' Tancerka shawl pow wow pow wow pow wow pow wow pow wow pow wow
pow wow pow wow pow wow pow wow Grupa takini Grupa takini kapela... kapela...
Panorama kręgu... od strony głównego ognia nieco bardziej w prawo... Panorama kręgu Panorama kręgu Panorama kregu Panorama kręgu
Panorama kręgu ...od strony drogi na prawo od areny... Od strony wału i 'namiotowiska' Rzut okiem na arenę