| Dla nas zlot zaczął się już
28 sierpnia, przy lejącym się z nieba żywym ogniu i ledwie trzech
(oprócz nas) żywych duszach. My, pierwszy raz w życiu mieliśmy się
przekonać jak to jest mieszkać w tipi, czy też raczej najpierw, rozłożyć
tipi tak, żeby stało... Jakie tam z resztą tipi.... tipko raczej, sądząc
z rozmiaru. |
 |
 |
 |
W następnych dniach wraz z
poprawą pogody, przybywało coraz więcej ludzi, a kolejne tipi wyrastały
obok siebie niczym grzyby po deszczu, tworząc imponujących rozmiarów
krąg. Wrażenie indiańskiego święta spotęgował tylko fakt
wybudowania wewnątrz kręgu areny do tańca i rozpalenie świętego
ognia w jego centrum. |
| Sam zlot jako taki wyróżniał
się pod kilkoma względami, z czego do najważniejszych należałoby
zaliczyć, pierwsze, prawdziwe Pow-Wow i generalne nastawienie imprezy
na tańce. |
 |
| Jeśli chodzi o nas, zgadzamy się
z potrzebą tańca, jednakże nie do końca odpowiadała nam jego
zamerykanizowana atmosfera, tak bardzo ideologicznie odległa od
staroindiańskich tradycji. Każde z nas rozumie oczywiście, że czasów
sprzed kolonizacji nic już nie wskrzesi i może sami Indianie dziś już
tego nie pragną, łza się jednak w oku kręci na myśl o czasach, które
już nigdy nie wrócą.... |
 |
Ostatnie oficjalne Pow-Wow,
takie z turystami, kamerami, handlem i komercją (do której każdy z
nas po trosze musi się przyznać) odbyło się czwartego dnia zlotu.
Następny poranek powitał nas już radosną ciszą i spokojem i pozwolił
bez przeszkód zająć się innymi sprawami. Pierwszą z nich był
komunikat o tym, że "nic się nie będzie działo"
obwieszczony z całą powagą przez obwoływacza, kolejną: mecz piłki
kurzowej (odpowiednik piłki błotnej z poprzedniego zlotu, z tym że w
warunkach skrajnie odmiennych) i w dzień, czy dwa później, gra w
bizonie jądra. |
 |
 |
| Były też długie rozmowy,
niezapomniane wieczory, zasypianie przy dźwiękach bębnów, chrząszcze
w warkoczach, pieczona kukurydza spadające gwiazdy i przede
wszystkim... ludzie, wszyscy ci, dzięki którym kolejny zlot stał się
dla nas niezapomniany... |
|
|
|
|
Na sam koniec warto by jeszcze
dodać serdeczne podziękowania tym wszystkim mniej lub bardziej
bezimiennym osobom, które nie wahały się pomóc żółtodziobom dobrą
radą a czasem także silnym ramieniem, czy dodatkową menażką. |
|
Pozostałe zdjęcia |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|