Mitologia grecka - Bohaterowie

Herakles (Herkules)

Herakles (u Rzymian: Herkules) był synem Dzeusa i królowej Alkmeny. Ojciec, chcąc mu zapewnić nieśmiertelność, zabrał go raz do nieba i położył przy śpiącej Herze, aby chłopak mógł ssać pierś bogini. Hera jednak obudziła się i odtrąciła cudze dziecko. Kilka kropel jej mleka rozlało się po niebie i powstała z nich Mleczna Droga, a kilka spadło na ziemię i wyrosły z nich białe lilie. Hera nienawidziła Heraklesa i prześladowała go przez całe życie.
Kiedy miał dziesięć miesięcy, zdarzyło mu się po raz pierwszy okazać swą nadludzką siłę. Alkmena, wykąpawszy synów (bo miała jeszcze drugiego: Ifiklesa), ułożyła ich w tarczy spiżowej, która służyła za kołyskę. Dzieci już spały, gdy w połowie nocy Hera wysłała dwa potworne węże, by udusiły Heraklesa. Najeżone ostrymi łuskami, wpełzły do pokoju z przeraźliwym syczeniem, a z oczu ich bił ogień i z paszcz ciekła jadowita ślina. Wielka jasność rozgorzała w całym pałacu. Młodszy, Ifikles, z krzykiem uciekł. Herakles zaś chwycił obydwa potwory i zaczął je dusić. Przybiegła Alkmena, a za nią jej mąż, Amfitrion, z mieczem. Rozbudzona służba zapełniła pokój dziecinny. Wszyscy patrzyli w zdumieniu, jak mały Herakles gniótł węże, które wrychle martwe opadły na kamienną posadzkę. Pokazując matce i ojczymowi zdławione gady, chłopak śmiał się z radości i skakał.
Herakles rósł zdrowo jak drzewo w sadzie. Amfitrion wcześnie zaczął go uczyć sztuki powożenia końmi i dobrał najlepszych mistrzów, aby go kształcili w zapasach, w strzelaniu z łuku i rzucaniu oszczepem, w całkowitym rzemiośle wojennym. Sypiał na twardym łożu, pod skórami dzikich zwierząt, a żywił się obficie mięsem i chlebem. Matka chciała, żeby nie zaniedbywał nauk, ale on nie miał zamiłowania do książek. Kiedy raz nauczyciel zaprowadził go do biblioteki i zachęcał do wybrania sobie któregoś z tomów, Herakles wziął książkę kucharską. Zgorszony pedagog zaczął go strofować, a porywczy chłopak tak się uniósł, że uderzył starego i zabił. Wtedy Amfitrion wypędził go z domu i kazał mu paść w górach stado wołów.
Herakles nie bardzo się tym zmartwił. Używał teraz swobody, jakiej nie znał przedtem. Rozrósł się okrutnie. Gdy był głodny, mógł zjeść całego wołu. Puchar do wina miał tak ogromny, że go dwóch ludzi nieść musiało. Mając lat osiemnaście zabił lwa i z jego skóry zrobił sobie okrycie. Lwi łeb nosił na głowie niby hełm. Bogowie go polubili, Hermes dał mu miecz, Apollo strzały, Hefajstos kołczan pięknej roboty, Atena pancerz. Herakles wyrwał w lesie drzewo oliwne z korzeniami i sporządził sobie potężną maczugę, z którą się nigdy nie rozstawał.
A właśnie wybuchła wojna. Bohater ruszył z pomocą królowi tebańskiemu, którego ziemię najechał nieprzyjaciel. Z garstką żołnierzy złamał szeregi wrogów i wrócił zwycięzcą. Król z wdzięczności dał mu swą córkę za żonę. Herakles przez kilka lat siedział w domu i bawił dzieci. Ale razu pewnego, gdy składał ofiarę przy ołtarzu, ogarnęło go nagle szaleństwo. Nie wiedząc, co czyni, porwał się z nożem ku żonie, zabił ją, a dzieci udusił. Skoro znów odzyskał rozum, poszedł do wyroczni delfickiej po radę, jak ma odpokutować swą zbrodnię. Pitia kazała mu iść do Myken i zaciągnąć się na służbę u króla Eurysteusa: co mu ten robić każe, ma wypełnić, póki nie dokona dwunastu prac. Herakles poszedł.
1. Lew nemejski
Ów Eurysteus był wielkim tchórzem. Ujrzawszy przed sobą tak potężnego siłacza zląkł się i, chcąc go się pozbyć, prędko wymyślił dlań robotę dość niebezpieczną, aby mógł być pewny, że bohater przypłaci ją życiem: kazał mu przynieść lwa z Nemei. Był to potwór okrutny, który zniszczył spokój cichych winnic podmiejskich. Pustoszył pola i porywał bydło pasterzom. Cała okolica jakby wymarła, a nawet nimfy ukryły się głęboko w gąszczach. Herakles strzelał doń najpierw z łuku, ale było to nadaremne, ponieważ żelazo nie mogło przebić grubej skóry zwierza. Wtedy ruszył na niego z maczugą. Lew schronił się do jamy. Tam przyparł go Herakles i zdusił. Zdechłego lwa wziął na plecy i przyniósł do Myken. Eurysteus tak się przeraził, że na przyszłość zabronił Heraklesowi wchodzić do miasta, a dowody spełnianych prac kazał składać pod jego bramami. Mówią, że ze strachu sporządził sobie pod ziemią kryjówkę obitą spiżem, z Heraklesem zaś porozumiewał się tylko przez herolda.
2. Hydra lernejska
Teraz polecił mu zabić hydrę lernejską. Koło miejscowości Lerna, niedaleko Argos, rozlewały się szerokie bagniska otoczone ze wszech stron skałami. Brzegiem owych bagien przemykała się wąska ścieżka, którą musiał przejść każdy, kto zdążał z Argolidy do Lakonii. Tam właśnie osiadł ów płaz ohydny i czyhał na ludzi. Gdy mu zabrakło pożywienia, zapuszczał się między wsie okoliczne, rozszarpywał bydło i niszczył plony. Hydra była niezmiernie wielka i miała dziesięć głów, z których jedną, w samym środku, nieśmiertelną. Herakles przyjechawszy do Lerny zatrzymał konie i zaczął strzelać w głąb smoczej jamy. Rozjuszona bestia opuściła kryjówkę, a wtedy on chwycił ją za gardziel. Macki hydry oplotły się dokoła jego nogi, tak że musiał dobrze uważać, żeby nie upaść. Po długiej walce oberwał jej parę głów, ale to się na nic nie zdało, bo na miejsce jednej uciętej zaraz odrastały trzy nowe. Na pomoc hydrze przywlókł się olbrzymi rak, który Heraklesa boleśnie szczypał po nogach. Bohater rozgniótł go obcasem i kazał swemu woźnicy, Jolaosowi, zapalić pobliski las. Gdy się to stało, Herakles na nowo ucinał hydrze jedną głowę po drugiej, a rany natychmiast wypalał i łby więcej nie odrastały. Na koniec wyrwał jej ową nieśmiertelną głowę, zakopał na polu i przywalił ogromnym głazem. Kadłub zaś rozciął i w żółci potwora zatruł swoje strzały. Wyszedł z tej walki strasznie pokąsany i całe ciało go piekło. Któryś z bogów poradził mu, aby poszukał sobie takiego ziela, które kształtem przypomina hydrę. Herakles znalazł to ziele i ozdrowiał.
3. Łania cerynejska
Wtedy Eurysteus kazał mu sprowadzić do Myken łanię ceryntyjską. Było to bardzo piękne zwierzę, które miało złote poroże i racice ze spiżu. Nikomu nie wyrządzało krzywdy, biegając sobie po górach Arkadii. Łania była ulubienicą Artemidy. Z tego powodu Herakles nie chciał jej ani zabić, ani zranić, i gonił ją przez cały rok. Na koniec dopadł jej w jakiejś gęstwinie i wziąwszy na ramiona ruszył z powrotem. Po drodze spotkał Artemidę, która mu chciała odebrać łanię. Ale jej nie dał, a kiedy zaczęła go lżyć, wytłumaczył jej, że robi wszystko z nakazu niedobrego Eurysteusa, i uspokoił rozgniewaną boginię.
4. Dzik erymantejski
Ledwo Herakles stanął u wrót Myken z ową łanią, gdy herold mu oznajmił, że ma znów ruszyć do Arkadii, gdzie w okolicach Erymantu pojawił się dzik, bardzo wielki, który zagraża ludziom i zwierzętom. Była wtedy zima. Herakles wypłoszył dzika z gęstwiny i tak długo pędził go po głębokim śniegu, aż zwierz padł omdlały. Wówczas dźwignął go na plecy i zaniósł Eurysteusowi.
5. Stajnie Augiasza
Ale ten już obmyślił coś nowego: niechaj Herakles w jednym dniu oczyści stajnię Augiasza. Augiasz był królem Elidy i miał nieprzebrane stada bydła — samych wołów trzy tysiące W stajniach zebrało się tyle nawozu, że wszyscy mieszkańcy Elidy nie mogliby tego uprzątnąć, gdyby się zabrali do roboty. Wobec tego pozostawiono wszystko, jak było: od trzydziestu lat nie wymiatano, chyba tak sobie, po wierzchu. Herakles poszedł, jak mu Eurysteus kazał, i obiecał Augiaszowi, że mu stajnię w jeden dzień oporządzi. Nic nie wspominał o tym, kto go posłał, lecz żądał dziesiątej części trzody jako zapłaty. Król zgodził się tym chętniej, iż rzecz wydała mu się niemożliwa do wykonania. Ale Herakles rozkopał z jednej strony grunt pod oborą i za pomocą osobnego kanału skierował niedaleko płynącą rzekę Penejos tak, że strumień przepływał przez stajnię i w kilka godzin woda wszystko wymyła. Niegodziwy Augiasz odmówił zapłaty, za co Herakles nawiedził kraj wojną i wiarołomnego króla zabił.
6. Ptaki stymfalijskie
W Arkadii była miasto Stymfalos nad jeziorem tej samej nazwy. Okolica ludna i bogata zaczęła powoli marnieć i obracać się w pustkowie, odkąd w sąsiednim lesie zagnieździły się niesłychane roje ptaków, jakich świat nie widział: miały bowiem dzioby z żelaza i w skrzydłach pióra ostre, które mogły wyrzucać niby strzały z łuku. Żywiły się mięsem ludzkim. Gdy Eurysteus o tym się dowiedział, natychmiast posłał Heraklesa, żeby wytępił te szkarady. Ale ptaki siedziały w lesie i trzeba je było najpierw wypłoszyć.
Bohaterowi przyszła z pomocą Atena i przyniosła mu cudowne grzechotki ze spiżu, które dla niej wykonał Hefajstos. Herakles umieścił te grzechotki na wzgórzu pod lasem i okropnym grzechotaniem wystraszył ptaki z gęstwiny. Przerażone latały po niebie, a on je niechybnymi strzałami po kolei uśmiercił.
7. Byk kreteński
Eurysteus nie posiadał się ze złości, że syn pięknej Alkmeny najtrudniejsze zlecenia wykonywa tak łatwo i bez żadnego dla siebie niebezpieczeństwa. Obawiał się przy tym, że Heraklesowi może kiedyś znudzić się niewola, a wtedy przyjdzie do Myken, strąci go z tronu, zabije i sam panować będzie. Ale Herakles wiedząc, że spełnia pokutę za dzieciobójstwo, był uległy i wykonywał każde zlecenie. Właśnie powrócił z Krety, niosąc na barkach olbrzymiego byka, którego Eurysteus żywcem kazał mu sprowadzić. Był to byk, który zapłodnił Pazyfae, żonę króla Minosa, która wydała na świat potwornego Minotaura. Minos złamał obietnicę złożenia zwierzęcia w ofierze, podstawiając w jego miejsce inne, nie tak wspaniałe zwierzę. Obrażony Posejdon sprawił, że oszalały byk, ziejąc płomieniami z nozdrzy, zaczął atakować ludzi. Heros schwytał byka i zawiózł do Grecji, jednak Eurysteusz wypuścił zwierzę. Jeszcze raz byka tego pokonał później Tezeusz w attyckim Maratonie. I znów posłusznie ruszył w drogę po klacze króla Diomedesa.
8. Konie Diomedesa
Była to droga daleka, albowiem król Diomedes mieszkał na północy, w Tracji. Miał on czwórkę cudownych klaczy, które żywił mięsem ludzkim. Oszczędzając swoich poddanych, rzucał zwierzętom na pożarcie cudzoziemców przybywających do jego kraju. Herakles wpadł jak burza do pałacu, powalił straż i wyprowadził konie ze stajni. Tymczasem nadbiegł król Diomedes na czele wojska. Bohater mocno w garści ścisnął maczugę, kilka razy puścił ją młyńcem i zbrojna zgraja uciekła. Na polu zostało mnóstwo zabitych, wśród nich sam król Diomedes.
9. Pas Hippolity
Jeszcze nie otrzepał Herakles sandałów z prochu pól trackich, a już Eurysteus wysłał go po pas Hipolity. Hipolita była królową Amazonek, wojowniczego plemienia kobiet, które mieszkały na wybrzeżach Morza Czarnego. Amazonki wychowywały ze swego potomstwa tylko dziewczęta, chłopców zaś zabijały. Wypalały sobie prawą pierś, aby mieć więcej swobody w rzucaniu dzidą, lewą zaś karmiły dzieci. Utrzymywały się z grabieży i rozbojów. Ubierały się w skóry dzikich zwierząt, świetnie ciskały oszczepem i strzelały z łuku. Miały tarcze w kształcie półksiężyca i hełmy ozdobione piórami. Podobno takie same Amazonki widział na ziemiach polskich cesarz Otto i opowiadał o nich podróżnikowi arabskiemu z IX wieku, Abrahamowi, synowi Jakuba, który tę wiadomość w kronikach swoich umieścił.
Hipolita, jako królowa, nosiła na zbroi pas ozdobny, który otrzymała w darze od boga wojny Aresa. Ten właśnie klejnot zapragnęła posiadać córka Eurysteusa. Herakles zebrał garść zuchów i ruszył z nimi do kraju Amazonek. Hipolita, dowiedziawszy się o celu jego przybycia, zgodziła się oddać pas, byle nie wszczynać wojny. Ale nienawistna Hera wzięła na siebie postać Amazonki i poszła nocą do obozu, gdzie pobudziła wszystkie kobiety, mówiąc, że jacyś cudzoziemcy porwali królową. W obozie Amazonek zawrzało. Uzbroiły się, dosiadły koni i zaczęły ścigać Heraklesa. Ów myśląc, że to podstęp, zabił Hipolitę, zdarł z niej pas i po zwycięskiej walce z Amazonkami odjechał.
Wylądował w Troi. Miastu groziło wielkie nieszczęście przez gniew Apollina i Posejdona. Przed rokiem dwaj bogowie przyszli do króla Laomedona i obiecali otoczyć Troję potężnymi murami za umówioną zapłatą. Kiedy jednak mury stanęły, Laomedon nie chciał zapłacić. Wówczas Apollo zesłał na miasto zarazę, a Posejdon smoka, który nagle wyłoniwszy się z morza sprowadził zalew i ludzi porywał z pola. Wróżbici orzekli, że chcąc kraj uratować od zagłady, król musi własną córkę wydać smokowi na pożarcie. Laomedon nie mógł się opierać żądaniu swoich poddanych i kazał dziewczynę przywiązać do skały nadmorskiej. Smok nie zdążył jeszcze jej zjeść, gdy Herakles zjawił się w Troi. Stanął przed królem i obiecał, że smoka zabije, jeśli dostanie cudowne konie, które Laomedon ma w swojej stajni. Zgodzili się. Herakles porąbał smoka i uwolnił królewnę. Ale kiedy niebezpieczeństwo minęło, Laomedon wypędził bohatera i nie dał mu koni. Herakles odjechał grożąc krzywoprzysięzcy wojną. Tymczasem wrócił do Myken i oddał Eurysteusowi pas Hipolity.
10. Woły Geryona
Twardy pan nie pozwolił mu wypocząć, lecz kazał iść po woły Gerionesa. Herakles zwędrował całą Europę i przeszedł do Afryki, a na pamiątkę tego zdarzenia ustawił między dwiema częściami świata dwie skały, które odtąd nazywano “słupami Heraklesa" — dzisiejszy Gibraltar i Ceuta. Wreszcie odnalazł woły, których strzegł dwugłowy pies i siedmiogłowy smok. Herakles zabił psa i smoka, a bydło zabrał. Wtedy zjawił się sam Geriones. Był to olbrzym, który miał ciało nie jednego męża, ale trzech, a więc trzy głowy, trzy pary rąk i trzy pary nóg. Mógł walczyć od świtu do nocy bez zmęczenia, bo gdy jedno ciało ogarnęło znużenie, dwa inne były zdrowe i wypoczęte. Herakles położył go kilku strzałami. W Mykenach ofiarowano woły Gerionesa na ołtarzu bogini Hery, a Heraklesowi nie dano nawet kawałka mięsa, lecz natychmiast wysłano go po złote jabłka.
11. Jabłka Hesperyd
Gaja podarowała Herze z okazji jej ślubu z Dzeusem śliczną jabłoń, która rodziła złote owoce. Hera zasadziła drzewo w ogrodzie bogów, na najdalszym zachodzie, gdzie dzień z nocą się spotyka, i kazała je pilnować trzem siostrom, Hesperydom. Na drzewie siedział stugłowy nieśmiertelny smok, mówiący wszystkimi językami ziemi. Herakles nie myślał walczyć ze smokiem. Zaszedł więc do Atlasa, jednego z tytanów, który trzyma na barkach firmament niebieski. Pozdrowił go grzecznie i prosił, żeby mu sam przyniósł owe jabłka, a on tymczasem zamiast niego dźwigać będzie niebo. Atlas się zgodził, poszedł i zerwał trzy złote jabłka, lecz gdy wrócił, nie chciał już wziąć na swe barki ciężkiego firmamentu mówiąc, że teraz sobie trochę odpocznie, a Herakles niech się potrudzi, bo mu z tym niebem gwiaździstym bardzo do twarzy. Bohater przeląkł się nie na żarty, gdyż wcale nie miał ochoty stać tak całe życie z ciężarem na plecach. Ale nie dał tego poznać po sobie mówiąc, że owszem, robota mu się podoba, tylko że, nieprzyzwyczajony do niej, źle ułożył firmament na ramionach i prosi, żeby mu go jeszcze przez chwilę Atlas potrzymał. Dobroduszny olbrzym położył jabłka na ziemi i znów wziął na plecy sklepienie. Herakles bez słowa zabrał jabłka i odszedł.
12. Zejście do Krainy Podziemia
W Mykenach Eurysteus szalał z radości. Wymyślił na koniec, w jaki sposób pozbyć się na zawsze Heraklesa. Niech sprowadzi Cerbera z piekła! Zatroskał się bohater i z tęsknotą spojrzał na słońce. Żyć mu się jeszcze chciało, wypocząć trochę po trudach, a tu posyłają go na niechybną zagładę. Prędko jednak otrząsnął się z tych myśli. Przecież to już dwunasta praca - ostatnia. Spełni, co mu nakazano. Lecz wpierw chciał się przygotować odpowiednio na drogę. Udał się do Eleuzis i prosił, żeby go wtajemniczono w misteria.
Oczyściwszy się ze wszystkich grzechów przybył do miasta Tajnaros, gdzie było wejście do podziemia. Nie zwierzał się nikomu i nocą wśliznął się do zaklętej pieczary, która prowadziła do Hadesu. Zjawił się tak nagle, że na widok olbrzymiego męża z maczugą cienie, upiory i szkarady piekielne zaczęły uciekać. To mu dodało otuchy. Śmiało stanął przed Plutonem i powiedział, po co przychodzi. Bóg rozgniewał się i chciał uderzyć go berłem, ale Herakles prędko strzałę położył na cięciwie i dotkliwie zranił nieśmiertelnego. W podziemiu nie było lekarza, musiał więc Pluton pojechać na Olimp, gdzie medyk niebieski opatrzył mu ranę. Tymczasem bohater odszukał Cerbera, który ze strachu zaszył się w najciemniejszy kąt Tartaru. Psisko broniło się rozpaczliwie, lecz Herakles trzymał je mocno, aż wyprowadził na światło dzienne. Wtedy Cerber spokorniał i tylko wył żałośnie, nieprzyzwyczajony oddychać powietrzem ziemi. Eurysteus schował się do piwnicy, gdy mu dano znać, że Herakles niesie Cerbera. Kazał mu powiedzieć przez herolda, żeby psa puścił i sam sobie szedł precz, bo już ukończył wszystkich prac dwanaście. Uwolniony Cerber jednym susem znalazł się w Tartarze i ze skomleniem przywarł do nóg Plutona, jakby prosząc, żeby go więcej nie wypędzano na świat, gdzie pali się takie jaskrawe słońce.
A Herakles, spełniwszy swoją pokutę, postanowił drugi raz się ożenić. Właśnie nadarzyła się po temu sposobność, gdyż pewien król, bardzo bogaty, ogłosił, że wyda swą jedynaczkę za tego, kto go przewyższy w strzelaniu z łuku. Herakles stanął do zawodów i zwyciężył. Ale bracia królewny nie chcieli mu oddać siostry. Mówili, że Herakles miewa czasem napady szału i znów mógłby pozabijać żonę i dzieci. Bohater tak się rozgniewał, że jednego z nich uśmiercił.
Za rozlanie krwi niewinnej bogowie nawiedzili go ciężką niemocą. Aby się wyleczyć, poszedł do Delf zasięgnąć rady wyroczni. Lecz Pitia nie chciała z nim mówić, co doprowadziło go do takiej wściekłości, że splądrował świątynię. Apollo stanął z nim do walki i nie wiadomo, jak by się skończył spór boga z olbrzymem, gdyby ich Dzeus nie rozdzielił piorunem. Na radzie olimpijskiej postanowiono oddać Heraklesa za karę na trzyletnią służbę do królowej Omfali.
Dziwna to była osoba. Miała piękne państwo, wielki dwór i niezmierne bogactwa, lecz wszystko u niej szło odmiennym porządkiem: kobiety harcowały na koniach i prowadziły wojnę, a mężczyźni pełnili wszelkie domowe posługi. Herakles więc musiał zrzucić okrycie z lwiej skóry i przywdziać szaty niewieście, a zamiast ukochanej maczugi dano mu kądziel do ręki i posadzono przy krosnach. Była to niewola cięższa i bardziej haniebna niż u Eurysteusa. Omfala przystroiła się w zbroję bohatera i na oczach całego dworu biła go pantoflem po gębie.
Gdy po trzech latach skończył się okres pokuty, Herakles ubrał się po dawnemu i opuścił pałac królowej bez pożegnania. Owiało go szerokie powietrze ziemi, którą tyle razy wzdłuż i wszerz przemierzył — poczuł się na nowo zdrów i silny. Zakładał miasta, dusił potwory i zbójców wieszał na gałęziach. Oprócz Hery kochali go wszyscy bogowie. Atena osłaniała go nieraz swoją tarczą, Hermes wyprowadzał go z manowców na dobrą drogę. Dionizos zapraszał do stołu, przy którym lało się wino ciemnymi strugami. W jednym kraju zakochał się w cudnej królewnie i pojął ją za żonę.
Dejanira (bo tak nazywała się królewna) patrzyła na swego małżonka z zachwytem i podziwem. W istocie Herakles nie był podobny do innych ludzi. Długoletnie zmagania z potworami i olbrzymami spotęgowały jego wielką siłę i rozparły ciało w groźne kłębowisko muskułów. Podeszwy nóg tak stwardniały, że były grubsze i mocniejsze od sandałów. W biegu prześcigał dzikie kozy i jelenie. Był nieczuły na skwar i niepogodę. Skóra, wysmażona na wszystkich słońcach — pociemniała jak brąz. Biło od niego zdrowie szerokich pól, nocy przespanych pod niebem, tłustych ćwierci mięsa, którymi nasycał swój głód potężny. W płaszczu z lwiej skóry, ze wspaniałą grzywą włosów opadających na ramiona, z gwiazdami oczu błyszczących wśród gęstwy czarnego zarostu na ogorzałej twarzy — był piękny jakąś niesamowitą, pierwotną urodą.
Dejanira była przy nim drobna i maleńka. Brał ją co chwila na ręce, by nie utrudziła swych stóp na kamienistej drodze. A gdy przenosił ją przez głębokie strumienie, jego długa broda zanurzała się w wodzie i wówczas wyglądał niby bóg rzeczny, dobry i potężny. Tak wędrowali. Herakles chciał teraz założyć gdzieś własny dom, w którym mógłby odpoczywać, mieć jakiś kawał ziemi, aby sadzić kapustę i wieczorami przy kielichu opowiadać sąsiadom swoje przygody. Kiedy stanęli nad pewną rzeką szukając brodu, spotkali centaura Nessosa, który ofiarował się przenieść na grzbiecie Dejanirę. Ale gdy Herakles oddalił się o kilka kroków, fałszywy centaur porwał kobietę i zaczął uciekać. Herakles strzelił doń z łuku i zabił. Nessos umierając rzekł do Dejaniry: “Jeżeli chcesz mieć niezawodny środek, aby na zawsze zachować dla siebie miłość twego męża, nabierz trochę mojej krwi, która jest w tych sprawach cudownym lekarstwem". W tej chwili Herakles zawołał z przeciwnego brzegu: “Co robisz tam tak długo? Pozostaw go, niech zgnije, i chodź do mnie". — “Idę już" — odkrzyknęła Dejanira i prędko schowała pod suknią flakonik z krwią Nessosa.
Dejanira była bardzo zazdrosna. Zdawało się jej, że każda kobieta jest niebezpieczną rywalką. Myliła się, oczywiście, albowiem Herakles kochał ją całym sercem. Chcąc być bardziej pewną wierności męża, postanowiła wypróbować centaurowe lekarstwo. Krew Nessosa wylała do miednicy i wyprała w niej koszulę Heraklesa. Koszula zabarwiła się pięknym szkarłatem i Herakles ubrał się w nią, gdy szedł składać ofiarę Dzeusowi. Centaur się zemścił, zemścił się straszliwie. Jego krew była okrutnym jadem, który przesiąkł w ciało, wżarł się w nie i zaczął je trawić ogniem szalonego bólu. Herakles krzyczał i darł z siebie szaty, aż strzępy odpadały razem z kawałkami mięsa. Płakał. Ten olbrzym, który nie ugiął się pod najgroźniejszymi niebezpieczeństwami, który gniótł potworne cielska smoków i z bogami mógł walczyć zwycięsko — załamał się pod ciężarem niezmiernych katuszy, jakie nań sprowadziła słaba, kochająca niewiasta. Nie było już ratunku. Dejanira powiesiła się z rozpaczy. A bohater zawlókł się na górę wysoką, sam sobie ułożył stos pogrzebowy, rozesłał na nim skórę lwa, która mu dotąd wiernie służyła za okrycie, pod głowę podłożył maczugę i tak legł, aby żywcem spłonąć. Ledwie jednak pierwsze płomienie objęły bolesne ciało, rozległ się huk gromu i błyskawice zorały pociemniałe niebo. Wtedy przestał cierpieć. Podpłynęła ku niemu chmura i na niej, jak na statku powietrznym, odjechał do nieba. U wrót Olimpu czekała Iris z boginią zwycięstwa, Nike, aby mu włożyć wieniec na skronie. Dzeus zeszedł z tronu i wziął go w ramiona. Uczynił go nieśmiertelnym, a Hera, zapomniawszy gniewu, oddała mu za żonę swą córkę Hebe, boginię młodości. Niebiosa rozbrzmiewały przez całą noc wielką radością.
Herakles był ulubionym bohaterem greckim. Każdy kraj i nieomal każde miasto chciało się pochwalić, że bodaj przez dzień gościło na swej ziemi syna Alkmeny. Legendy o Heraklesie w swym nieprzebranym bogactwie oplotły cały świat helleński. Śpiewano o nim pieśni i pisano sztuki teatralne. Chwilami stawał się zażywnym poczciwcem, siłaczem jarmarcznym, z którego naśmiewano się w komediach. Ale jednocześnie kochano go więcej niż bogów, pamiętając, że był niegdyś człowiekiem. Stał się symbolem ludzkości pracowitej i cierpiącej, symbolem trudu i nieugiętej wytrwałości. Mickiewicz z niego wziął przykład, gdy w Odzie do młodości chciał pokazać ideał odwagi:

Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze
Ten młody zdusi Centaury,
Piekłu ofiarę wydrze,
Do nieba pójdzie po laury.


Poddany władzy niegodziwego tchórza uginał twardy kark w niezachwianej pokorze. Był niewolnikiem swej nadludzkiej siły. Nieraz ciążyła mu straszliwa maczuga, na której przysychało tyle krwi niewinnej. Był nabożny i gdzie mógł, stawiał ołtarze i świątynie. Pełnił służbę bożą z wylaniem człowieka, który wciąż potrzebuje pomocy niebios. Był sprawiedliwy. Drogi, które tyle razy deptał swą potężną stopą, oczyszczał z łotrzyków i rabusiów. Był dobry. Srogie doświadczenia rozszerzyły mu duszę i otwarły ją na rozmaitość życia, zaprawiając słodyczą jego wrodzoną dobroć. Wśród pożogi i mordów, które szerzył, pozostał nieskalany, albowiem wszystko, co uczynił, czynił z nieubłaganej konieczności. Tępił wszelką nieprawość i okrucieństwo, marząc o dniu, w którym wilk widząc uśpione jagnię nie będzie śmiał wyrządzić mu krzywdy.
Po całym świecie greckim miał świątynie, ołtarze i posągi, na równi z bogami. Składano mu ofiary i wyprawiano na jego cześć igrzyska. Przedstawiano go jako silnego mężczyznę bądź nago, bądź w zbroi lub w lwiej skórze, narzuconej na gołe plecy. Poznać go łatwo po sękatej maczudze, którą trzyma w ręce. Poszczególne wypadki z jego życia były ulubionym tematem dla rzeźbiarzy ozdabiających fryzy, metopy i przyczółki świątyń.


Legendy ateńskie

Każde miasto w Grecji miało własne podania, obejmujące dzieje jego założenia i pierwszych władców. Ateńczycy opowiadali o sobie z dumą, że do kraju, który był ich ojczyzną, nie przywędrowali z daleka, lecz siedzieli tam od niepamiętnych czasów, gdyż praojcowie wyszli wprost z łona ziemi. Takim właśnie synem gleby attyckiej był pierwszy król, Kekrops, mający postać pół człowieka, pół węża. Zagospodarował się na Akropoli, którą otoczył murami i uczynił z niej warowną górę zamkową. Późniejsi władcy żyli w bojaźni bożej i budowali trwałe państwo. Bogowie schodzili na ziemię i opiekowali się swoimi ulubieńcami. Królowie uczyli się od Demetry uprawy roli, od Dionizosa szczepienia winnej latorośli, a ich żony i córki chowały się pod okiem Ateny, która je kształciła w sztukach i robotach domowych.
Za panowania króla Pandiona wybuchła wojna z Tebami. Ateńczykom źle się wiodło, więc wezwali na pomoc króla Tereusa ze śnieżystej Tracji. Przybył i odniósł zwycięstwo. Pandion z wdzięczności dał mu za żonę swą córkę, Prokne. Małżonkowie odjechali do Tracji, gdzie żyli bardzo szczęśliwie, ciesząc się swym synkiem Itysem. Pewnego, dnia Prokne rzekła do męża: “Dobrze mi u ciebie, wszelako tęsknię za siostrą Filomelą. Pozwól, aby tu przyjechała". Tereus zgodził się i obiecał, że ją sam przywiezie. Ale w czasie podróży zakochał się Tereus w Filomeli i wyznał jej swoją miłość. Oburzona panienka zawołała, że gdy tylko staną na ziemi trackiej, natychmiast wszystko opowie siostrze. Wówczas niedobry Tereus uciął jej język. Przybiwszy do lądu wysadził ją gdzieś w lesie, a żonie skłamał, że siostra umarła.
Tymczasem Filomelą żyła sama jedna w leśnym domku. Nie mogąc nikomu zwierzyć swej tajemnicy utkała piękną szatę, wyhaftowała na niej całą swoją przygodę i posłała siostrze. Te wyszywane obrazki były tak wymowne, że Prokne bez trudu odgadła los Filomeli. Właśnie wypadły święta Dionizosa. Góry rozbrzmiewały spiżowym zgiełkiem cymbałów i śpiewami nocnymi. Prokne wyszła z pałacu w stroju bachantki, uwieńczona bluszczem. Z orszakiem kobiet wpadła do lasu i uwolniła Filomelę z więzienia. Potem oszalała i własne dziecko rozerwała na kawałki. Wieczorem kazała ugotować ciało syna i podała je Tereusowi. A gdy ów zapytał, gdzie jest Itys, odrzekła: “Masz go właśnie w ustach". I pokazała mu skrwawioną głowę chłopca. Bogowie zmienili Tereusa w dudka, Filomelę w słowika, a Prokne w jaskółkę. Król Pandion umarł ze zgryzoty.
Po nim panował Erichtonios, który, podobnie jak Kekrops, nie miał ani ojca, ani matki, lecz urodził się wprost z ziemi, niby kłos zboża. Do pasa miał postać ludzką, a zamiast nóg ogon węża. Tym dziwnym noworodkiem zaopiekowała się Atena, która włożyła go do kosza i kazała pilnować trzem dziewczynom: Aglauros, Herse i Pandrosos. Zabroniła im surowo otwierać kosz i zaglądać do wnętrza. Lecz panny były ciekawe, więc uchyliły wieko, a ujrzawszy tajemnicze monstrum, tak się przeraziły, że dostały obłędu. Rzuciły się ze skały Akropolis i umarły.
Erichtonios żył długo, doczekał się dzieci i wnuków. Wnuczkę Prokris wydał za królewicza tesalskiego Kefalosa. Był to dzielny łucznik i łowca niestrudzony, który z domu wychodził o świcie, a wracał późną nocą. Prokris w samotności snuła myśli smutne i podejrzliwe. Zdawało się jej, że Kefalos ją zdradza, albowiem niepodobna, żeby nad jej towarzystwo przenosił głuchy las i pola wilgotne. Postanowiła go śledzić i ukryła się raz w gęstwinie. Przekonała się naocznie, że podejrzenia jej były niesłuszne, i już miała wyjść z ukrycia, aby przeprosić Kefalosa za swą nieufność, gdy wtem on, posłyszawszy szelest rozsuwanych gałęzi i przypuszczając, że to zwierz jakiś się zbliża, cisnął w tę stronę oszczepem. Aż nadto celny był rzut! Na zielonym mchu leżała Prokris z piersią przebitą. Przez ranę czerwoną uleciała jej dusza bez słowa pożegnania.
Jej siostra Orejtyja była jeszcze niezamężna i bawiła się z nimfami na łąkach. Gdy zbierała kwiaty nad brzegiem Ilissosu, porwał ją bóg wiatru, Boreasz, i uniósł do Tracji, gdzie miał pałac na górze wysokiej. Orejtyja była ze swym małżonkiem szczęśliwa, Ateńczycy zaś cieszyli się z tego związku, albowiem okazał się dla nich bardzo korzystny. W czasie najazdu Kserksesa flota grecka zebrała się koło Chalkis i Artemizjon na Eubei, gdzie oczekiwała zbliżenia się nieprzyjaciół, nie bez trwogi o przyszłość wobec przeważających sił wroga. Wtedy wyrocznia delficka doradziła Ateńczykom, aby zwrócili się o pomoc do swego zięcia. Domyślono się wnet, że mowa o Boreaszu, który był ongi zięciem jednego z ich królów. Złożyli tedy ofiary Boreaszowi i Orejtyi, modląc się do nich o pomoc. Jakoż natychmiast zerwał się gwałtowny wiatr północno-wschodni, który trwał trzy dni i wyrządził niepowetowane szkody flocie perskiej, stojącej na pełnym morzu. Boreaszowi wznieśli Ateńczycy po wojnie nową świątynię nad brzegiem Ilissosu, mniej więcej w tym miejscu, gdzie po raz pierwszy ujrzał on Orejtyję zbierającą kwiaty.


Dzieje Tezeusza

Najświetniejszy bohater ateński, Tezeusz, był obcego pochodzenia. Ojciec jego Ajgeus (Egeusz) zawojował Attykę orężnie. Matką jego była Ajtra, królewna z Trojzeny. Ajgeus porzucił ją, lecz zanim się rozstali, pokazał jej miecz i sandały, które ukrył pod ogromnym głazem, i powiedział, że gdy ich syn dorośnie, niech mu każe dźwignąć ów kamień i zabrać leżące tam rzeczy. Tezeusz chował się zdrowo, a kiedy miał lat pięć, poznał Heraklesa, który przejazdem bawił w Trojzenie. Bohater pogładził chłopca po głowie i wróżył mu wielką przyszłość. Odtąd Tezeusz chciał być takim jak Herakles. Nadszedł wreszcie czas, kiedy matka zaprowadziła go do owego kamienia. Młodzieniec z łatwością głaz odwalił, zabrał miecz i sandały i ruszył do Aten do ojca, Ajgeusa.
Po drodze walczył ze zbójcami. Pokonał Skirona, który podróżnych zrzucał ze skały do morza — i Sinnisa, który mordował ludzi w ten sposób, że nachyliwszy dwie sosny ku sobie przywiązywał ich tak, aby drzewa rozprężając się darły ciało na dwie połowy — i okrutnego Prokrustesa, który każdego spotkanego zapraszał do domu i kładł do łóżka, a wedle tego, czy łóżko było dlań za krótkie, czy za długie, wyciągał mu kości w stawach lub obcinał nogi.
Nie znany nikomu wszedł Tezeusz do Aten. Wypadło mu iść koło budującej się właśnie świątyni Apollina. A był on jeszcze bardzo młodziutki, miał delikatną cerę, białe ręce i długie włosy. Matka dała mu płaszczyk szkarłatnej barwy. Na jego widok mularze, pracujący przy świątyni, zaczęli się śmiać, a jeden z nich powiada: “Hej, bracia, słuchajcie no, od kiedy to nastał zwyczaj, żeby panienki same włóczyły się po ulicach?" Tezeusz nie rzekł nic, tylko odprzągł od stojącego obok wozu parę wołów, wziął je mocno w obie garście i cisnął w powietrze wyżej, niźli sięgał dach świątyni. Zaraz rozeszła się po mieście wiadomość, że zjawił się jakiś młodzieniec nadludzkiej siły. W Atenach wówczas niedobrze się działo. Ajgeus był już stary i zniedołężniały. Ze wszystkich stron szarpali go nieprzyjaciele. Wielka więc była radość, gdy po mieczu i sandałach poznał w Tezeuszu własnego syna.
Chcąc pozyskać miłość ludu, młody bohater wyprawił się na olbrzymiego byka, który grasował w okolicach Maratonu. Ujarzmił go żywcem i oprowadziwszy po całym mieście złożył na ofiarę Apollinowi. Ale nikt się z tego nie cieszył, bo w Atenach panowała powszechna żałoba. Oto przyjechali z Krety od króla Minosa posłowie z żądaniem dorocznego haraczu. Straszny to był haracz. Siedem dziewcząt i siedmiu chłopców wybierano losem z rodzin obywatelskich, aby ich zawieźć na żer dla kreteńskiego potwora o byczej głowie, Minotaura. Tezeusz oświadczył, że pojedzie zabić owo krwi chciwe monstrum. Ajgeus dał mu czerwony żagiel, prosząc, aby go rozpiął w razie szczęśliwego powrotu. Jeżeli zaś wszyscy zginą, niech majtkowie pozostawią czarny żagiel, który już z daleka zwiastować będzie nieszczęście.
Kiedy Tezeusz przybył na Kretę i zjawił się na dworze Minosa, oczy wszystkich patrzyły nań złowrogo i podejrzliwie. Tylko córka królewska, Ariadna, patrzyła nań inaczej:

Tam skoro go królewska dziewka oglądała,
Która na wonnym łożu przy matce siedziała...
Nie drzewiej oka z niego chciwego spuściła,
Aż ognia nieobacznym sercem zachwyciła,
Który w niej wszystkich członków zmacał aż do kości
i rozpalił niebogę w okrutnej miłości.


Miłość królewny ocaliła Tezeusza.
Minotaur żył we wspaniałym gmachu, zwanym labiryntem. Było tam tyle pokoi, przejść, sieni, schodów i krużganków, że ktokolwiek wszedł, już drogi powrotnej znaleźć nie mógł. Lecz Ariadna dała pięknemu Ateńczykowi kłębek nici i pouczyła, co ma robić. Tezeusz przywiązał nić u wejścia do labiryntu i w miarę, jak się zapuszczał w zawrotną głąb gmachu, rozsnuwał kłębek. Wreszcie spotkał Minotaura, zabił go i wyszedł tą samą drogą, nawijając nici na kłębek. Po czym wsiadł na okręt i odpłynął. A z nim Ariadna.
Kochali się bardzo, coś jednak musiało się po drodze odmienić, gdyż Tezeusz kazał wynieść śpiącą Ariadnę i zostawić ją na wyspie Naksos.
Chłód ranny budzi ją ze snu. Ariadna rozgląda się dokoła i widzi jakieś obce i puste wybrzeże, nad którym świeci pobladły księżyc. Woła Tezeusza i słyszy, jak skały powtarzają za nią to imię. Wbiega na górę i zdaje się jej, że w oddali widać żagiel okrętu. Zaczyna krzyczeć. Krzyczy z całych sił, lecz głos łamie się pod szumem fal. Zdejmuje z ramion szkarłatny szal i powiewa nim długo, aż ręce opadają omdlałe. Płacze. Idzie wybrzeżem i nie spotyka śladu ludzi. Płacze z żalu za ojczyzną, za domem i ze strachu, że w tym pustkowiu rzuci się na nią zwierz dziki. Tezeuszu! Tezeuszu! Ramiona wyciąga ku morzu, jakby go chciała prosić, żeby z drogi jeszcze zawrócił — i pada bez zmysłów na ziemię.
W tej chwili góry napełniają się zgiełkiem i ku dziewczynie zbiega tłum satyrów, menad i bachantek. Gdy Ariadna otwiera oczy, zbliża się do niej Dionizos, piękny jak dzień, bierze ją za rękę i mówi: “Piękna pani! Kocham cię i pragnę, żebyś była moją żoną". Ariadna przymyka powieki, bo zdaje się jej, że śni. Ale już bachantki wzięły ją na ramiona i zaniosły na rydwan zaprzężony w tygrysy. Porzucona kochanka Tezeusza została małżonką boga wina i ślub odbył się na tej samej wyspie Naksos, która swym kształtem przypomina liść winnej latorośli.
Tymczasem Tezeusz wesoło wracał do Aten. Ale zapomniał zmienić na okręcie żagiel czarny na szkarłatny, jak o to prosił Ajgeus. Stary król patrzył z wysokości skały nadmorskiej. Słabe oczy niewiele już mogły dojrzeć na migotliwej powierzchni wody. Pytał więc co chwila otaczających, czy nie widzą okrętu Tezeusza i jaki na nim żagiel. Nagle wszystkich twarze sposępniały: zbliżał się znany statek, o czarnych żaglach. Ajgeus, pewny, że syn zginął, rzucił się z rozpaczy do morza.
W tej chwili właśnie okręt Tezeusza zawinął do portu Faleron. Bohater wysiadł i zabrał się przede wszystkim do ofiar, które ślubował bogom. Jednocześnie wysłał do miasta herolda, aby zaniósł ojcu dobrą nowinę. Herold spotkał na gościńcu tłum ludzi opłakujących śmierć króla, wielu jednak powitało go radosnymi okrzykami, jako zwiastuna pomyślnych wieści, i ofiarowało mu wieńce w nagrodę. Herold przyjął wieńce, lecz zamiast ustroić nimi głowę, zawiesił je na lasce i tak wrócił do portu. Ponieważ Tezeusz nie skończył jeszcze ofiary, herold trzymał się z daleka, aby mu nie przeszkadzać. Dopiero gdy wylano libację, zawiadomił go o śmierci ojca. Posłyszawszy to Tezeusz i wszyscy, którzy z nim byli, skierowali się ku miastu płacząc i wznosząc okrzyki. Pamięć tego dnia święcono podczas Oschoforiów, dokładnie odtwarzając dwojaki nastrój uroczystości: żałobny z powodu śmierci Ajgeusa i radosny z powodu szczęśliwego powrotu Tezeusza.
Święto Oschoforiów pełne było pamiątek po Tezeuszu. I tak opowiadano, że kiedy Tezeusz miał wyjeżdżać z żywym haraczem na Kretę, nie wziął wszystkich siedmiu dziewcząt, wybranych losem, lecz dwóch młodzieńców przebrał za dziewczyny. Mieli oni rysy delikatne, a Tezeusz kazał im przed odjazdem brać często ciepłe kąpiele, namaszczać się olejkami i przebywać w ciemności, aby zachować świeżość i miękkość cery. Nauczył ich udawać głos, ruchy i chód dziewcząt. Wreszcie dał im przebranie kobiece, oni zaś tak wyglądali, że niepodobna było domyślić się ich płci. Po powrocie zarządził Tezeusz procesję, w której brali też udział owi młodzieńcy w szatach niewieścich, i odtąd było zwyczajem w Oschoforie przebierać za dziewczyny chłopców, którzy nieśli święcone gałązki. W procesji szły jeszcze kobiety, które wyobrażały matki dzieci wylosowanych na śmierć; niosły wszelakie prowianty, jakby na drogę dla swych synów i córek, i opowiadały różne bajki, na podobieństwo tych, którymi wówczas matki pocieszały młodych skazańców.
Po śmierci Ajgeusa dokonał Tezeusz wielkiego dzieła zjednoczenia wszystkich rodów i gmin attyckich w jedną całość państwową, ze stolicą w Atenach. Równocześnie zrzekł się władzy królewskiej i utrwalił pierwsze zasady ustroju republikańskiego. Urządziwszy w ten sposób sprawy krajowe ruszył nad Morze Czarne, aby idąc śladami Heraklesa spróbować walki z Amazonkami. Skończyło się na tym, że porwał królową Amazonek, Antiope, i wplątał Ateny w długotrwałą wojnę z tym dziarskim plemieniem kobiet. Antiope umarła, pozostawiając mu syna, Hipolita.
Ponownie ożenił się Tezeusz z Fedrą, córką króla Minosa. Hipolitos chował się w domu macochy. Tezeusz często wyjeżdżał, a raz nieobecność jego przeciągnęła się tak długo, że Fedra go już odżałowała, mniemając, iż zginął gdzieś na obczyźnie. Wówczas postanowiła wyjść za mąż za Hipolita. Ale młody książę miał dziwne usposobienie: nie lubił kobiet, nudził się na zabawach dworskich, myśląc tylko o polowaniu i wojnie. Plany małżeńskie Fedry odrzucił ze wstrętem. Tymczasem Tezeusz powrócił. Niegodziwa Fedra oskarżyła Hipolita przed mężem, że chciał ją uwieść. Płakała przy tym tak szczerze, że Tezeusz uwierzył. W ślepym gniewie przeklął syna, prosząc Posejdona o wykonanie zemsty. Wygnany z domu Hipolit wsiadł na rydwan i odjechał. Konie spłoszyły się i Hipolit zginął, rozbity o kamienie. Na wieść o tym Fedra się powiesiła.
Tezeusz miał wypróbowanego przyjaciela w księciu tesalskim, Pejritoosie. Razem chodzili na wyprawy wojenne i dzielili zgodnie każdą zdobycz. Kiedy Pejritoos żenił się z piękną Hipodamią, Tezeusz przyjechał na wesele. Uroczystość odbywała się w stolicy Lapitów, nad którymi panował Pejritoos. Na ucztę zaproszono kilkunastu centaurów. Była to nieostrożna uprzejmość. Ci centaurowie, pół ludzie, pół konie, wiedli życie dzikie, na łowach i rozbojach. Karmili się surowym mięsem i łatwo się upijali. Na godach Pejritoosa i Hipodamii przebrali miarę, zaczęli wyprawiać brewerie i porywać kobiety. Zawrzała walka, a ponieważ zbiegli się centaurowie z całej Tesalii, wynikła groźna wojna. Wreszcie wypędzono dzikusów z kraju. Wielu z nich przeszło do Dionizosa, który miał w tych monstrach jakby oddział kawalerii, inni rozbiegli się po lasach i górach na życie koczownicze. W Tesalii został tylko mądry centaur Chejron, którego otaczała cześć powszechna. W jego grocie ucztowali bogowie i do niego bohaterowie przynosili swoje dzieci na wychowanie.
Te zmagania Lapitów z centaurami, bohaterstwa Tezeusza i Pejritoosa dokonane podczas wojny — stały się ulubionym tematem w rzeźbie i malarstwie greckim.
Tezeusz, mając już lat pięćdziesiąt, popełnił wielki błąd: porwał ze Sparty Helenę, córkę króla Tyndareosa, wówczas siedmioletnią dziewczynkę. Po co to uczynił — nie wiadomo. Podobno chciał ją sobie wychować na żonę i dlatego umieścił w jednym ze swoich zamków, pod okiem matki staruszki, Ajtry. Synowie króla Tyndareosa zebrali wojsko i stanęli pod Atenami. Tezeusz był z Pejritoosem na jakiejś dalekiej wyprawie. Ateńskie zgromadzenie ludowe kazało wydać Helenę, a nieobecnego Tezeusza obłożyło karą wygnania. Jakoż więcej nie wrócił. Resztę dni przeżył na wyspie Skyros, u króla Likomedesa. Pewnego razu przechadzał się po górach, pośliznął się i spadł w przepaść.
Po wojnach perskich wyrocznia delficka nakazała Ateńczykom sprowadzić kości bohatera do ojczyzny. Nie było rzeczą łatwą znaleźć zwłoki od tak dawna zapomniane, a cóż dopiero przewieźć je z wyspy zamieszkanej przez lud barbarzyński, który nie utrzymywał żadnych stosunków z resztą świata. Lecz wódz ateński Kimon, opanowawszy wyspę, odnalazł grób Tezeusza. W czasie poszukiwań ujrzał orła, który wzleciał na wzgórek i, uderzając raz po raz dziobem w ziemię, darł murawę pazurami, jakby chciał się dostać do wnętrza. Kimon, widząc w tym znak boży, kazał kopać w tym miejscu: jakoż znaleziono tam trumnę, a w niej szkielet mężczyzny wielkiego wzrostu, obok zaś żeleźce włóczni i miecz. Kimon przeniósł te drogocenne szczątki na okręt i zawiózł do Aten. Ateńczycy, upojeni radością, przyjęli je z procesją i ofiarami, i z takim przepychem, jak gdyby Tezeusz we własnej osobie zawitał do miasta. Działo się to w roku 474 przed n. e.
Pochowano go w środku miasta, a grób bohatera stał się azylem dla niewolników i wszystkich, którzy obawiali się jakiejś krzywdy. Był to najpiękniejszy hołd dla Tezeusza, który w ciągu swego żywota był dobroczyńcą uciśnionych. Ateńczycy obchodzili ku jego czci uroczyste święto w 8 dniu miesiąca Pyanopsion (październik), tj. w dniu, w którym on powrócił z Krety po zabiciu Minotaura. Lecz i w każdy ósmy dzień każdego miesiąca święcono jego pamięć.
Tezeusz był ulubionym bohaterem ateńskim, a duma narodowa tego najsławniejszego miasta Grecji starożytnej pragnęła zeń uczynić szczęśliwego współzawodnika Heraklesa. Garncarze ateńscy, ozdabiający naczynia malowidłami mitologicznymi, od połowy VI wieku prawie zupełnie zapominają o Heraklesie i zamiast niego przedstawiają czyny Tezeusza. Ulice i place ateńskie zapełniają się jego posągami, budują mu świątynie, obchodzą ku jego czci uroczystości. Mimo to Herakles pozostaje zawsze pierwszym z bohaterów, a Tezeuszowi przyznają drugie po nim miejsce. W sztuce przypomina bardzo Heraklesa (maczuga), od którego różni się młodzieńczym wyglądem i smukłością kształtów. Stanowi idealny typ ateńskiego efeba.

Strona główna

Mitologia

Powstanie świata

Ogólnie o mitologii

Galeria grafik - Smoki

Wyszukiwarka

Bibliografia
dy>